Sakrament pod wodą

Testuję eksperymentalną dla mnie formę postów, czyli odrzucam uporządkowane teksty na rzecz luźniejszych dygresji. Czas pokaże, na ile takie rozwiązanie się sprawdzi, ale już teraz czuję, że zupełnie inaczej podejdę do sformułowania tego, co chodzi mi po głowie po zobaczeniu pewnych dwóch filmów. A że Komunia i Deep Love to bynajmniej nie są bezrefleksyjne gnioty, może wyjść całkiem ciekawie.

Po całkiem udanym, ale z ekonomicznego punktu widzenia niekorzystnym flircie z Netflixem i mniej udanym, a równie nieekonomicznym przetestowaniu MUBI postanowiłem sprawdzić, co ciekawego ma w swoim wirtualnym repertuarze HBO Go. Choć nikt nie płaci mi za reklamę (niestety!), muszę przyznać, że to chyba z tym serwisem streamingowym zaprzyjaźnię się na dłużej. O wyborze seriali nie mogę zbyt dużo napisać, bo oglądam je nieczęsto. Co do filmów śmiało mogę zaś stwierdzić, że jest w czym wybierać: arthouse’owe premiery przeplatają się z kinowymi blockbusterami, ckliwe komedie romantyczne stoją obok naszpikowanych efektami specjalnymi thrillerów, bajki dla dzieci konkurują z opowieściami muzycznymi. Całkiem przepastny worek z dobrociami, z którego kilka dni temu wyłuskałem dwa niewidziane jeszcze przeze mnie polskie dokumenty.

Komunia film

Pierwszy z nich, Komunia, czyli reżyserski debiut Anny Zameckiej, dobrze wpisuje się we wciąż popularny trend ukazywania polskiej prowincji taką, jaka właściwie jest: bez niepotrzebnych upiększaczy i makijażu. Lokalność w tego typu filmach nie skupia się w wymuskanych skansenach czy odnowionych za fundusze europejskie starówkach. Kamera sięga w miejsca, które bohaterowie chcieliby raczej ze wstydem ukryć, odsłaniając zalatujące tanim alkoholem sutenery, brudne klatki schodowe i wyzierający zewsząd marazm. WKomunii tę przygnębiającą, statyczną atmosferę wychwycimy w ciasnym, obskurnym wnętrzu starej kamienicy, gdzie mieszka Ola wraz z  ojcem i niepełnosprawnym bratem, ale tu kluczowe są dialogi. Zamecka z niespotykaną na debiutantkę precyzją sięga po dokumentalny oręż, sprawiając, że czujemy, jakbyśmy oglądali strzępki familijnych nagrań, a nie profesjonalny film. Rozmowy towarzyszące formacyjnemu wydarzeniu – tytułowej Pierwszej Komunii – obrane są ze sztuczności i nierzadko brutalnie atakują swoją intymnością. To właśnie dzięki temu starania głównej bohaterki o to, żeby właściwie przygotować Nikodema do ceremonii, okiełznać nieco nierozgarniętego tatę, a w końcu na nowo uformować rozbitą rodzinę, wydają się widzowi tak autentycznie. Z tego samego powodu tak bardzo boli, a jednocześnie daje do myślenia, jak przygnębiający potrafi być stan zawieszenia i utkwienia w miejscu, z którego nie ma zbytnio wyjścia. Antyklerykalny, dodatkowy plus ode mnie Komunia dostaje za – być może niezamierzoną – krytykę przygotowania do chrześcijańskiego sakramentu. Wyuczone na pamięć formułki i niezrozumiały dla chorego chłopca rachunek sumienia punktuje, jak anachroniczny bywa polski Kościół i mechanizmy jego działania.

Deep Love

Nikodem z filmu Zameckiej nie do końca poprawnie posługuje się aparatem mowy – niczym chory na zespół Tourette’a wypowiada losowe słowa poprzecinane nerwowymi tikami. Z podobnym problemem boryka się główny bohater równie poruszającego filmu Jana P. Matuszyńskiego, którego szersza publiczność poznała dzięki hitowej Ostatniej rodzinie. Życie Janusza Solarza dzieli się na dwa okresy. Pierwszy – czas wzmożonej pracy i prowadzenia kursów nurkowania – zniknął bezpowrotnie w jednej chwili. Od momentu udaru były prawnik i ekonomista musiał nauczyć się żyć ze wszystkimi fizycznymi oraz intelektualnymi ograniczeniami. To, co sprawia, że nie poddaje się i dzielnie znosi męczącą rehabilitację czy niemożność wyrażenia tego, co ma na myśli, kryje się w tytule dokumentu. Deep Love rezonuje na kilku płaszczyznach. To przede wszystkim miłość do cierpliwie wysłuchującej go Joanny. Obserwacja tego, w jaki sposób kobieta porozumiewa się z głównym bohaterem, jej troska o każdy jego ruch, a w końcu kontestacja bicia kolejnych, niebezpiecznych rekordów to jeden z najciekawszych, a zarazem nieoczywistych portretów uczuć w polskim filmie. W podobne tony wpadał Maciej Pieprzyca w debiutanckim Chce się żyć, a poza granicami naszego kraju Richarda Glatzera, opowiadając w Motyl / Still Alice o życiu zapadającej na chorobę Alzheimera profesor neurolingwistyki.

W Deep Love pojawia się ważny motyw, który za każdym razem mnie intryguje, a jednocześnie irytuje – bicia rekordów i przełamywania własnych barier fizycznych. Solarz ma świadomość, że zejście pod wodę na głębokość 100 metrów w jego stanie może doprowadzić do tragedii. Wie, że jego partnerka drży o każdy kolejny wypad z akwalungiem, a lekarze przecząco kiwają głową, gdy na tapet pojawia się kwestia wydania stosownych zaświadczeń. Mężczyzna nie potrafi jednak odpuścić i (nierozsądnie? egoistycznie?) prze na coraz to trudniejsze wycieczki. Ten analogiczny do uczuć himalaistów zdobywających ośmiotysięczniki pęd perfekcyjnie nadaje ton precyzyjnie skrojonemu scenariuszowi. Po tym, gdy widzimy, jak olbrzymią satysfakcję daje nurkowi choćby krótkie zejście pod wodę, trudno jednoznacznie wyrokować, czy jego działania są całkowicie irracjonalne. Myśl o tym nieoczywistym dylemacie zostaje w widzu na długo po obejrzeniu filmu  – a to zdaje się  być najlepszą rekomendacją angażującego odbiorcę dokumentu.

Komunia: Anna Zamecka, 2016

Deep Love:  Jan P. Matuszyński, 2014

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s